REPORTAŻ Z PROJEKTU "ZAGRAJMY W... MAGICZNĄ MAFIĘ"

PIEKŁO, MAFIA, STEREOTYPY I KORDON

Kiedy na facebooku pojawiła się pierwsza zapowiedź polsko-ukraińskiego młodzieżowego spotkania „Zagrajmy w… magiczną mafię!!!”, oprócz wielu lajków pojawiły się głosy oburzenia: „Czy to aby mądre? Chcecie uczyć dzieci być mafiozami?”; „Czy to skuteczne edukacyjnie, aby brać za wzór dla młodych ludzi mafię?”; „Nie macie lepszych wzorów dla młodzieży niż mafia? Dokąd ten świat zmierza”.

- Istotnie, w sieci zawrzało – mówi Bartek Włodkowski z warszawskiej Fundacji AVE, jeden z liderów „mafijnego projektu”, realizowanego w sierpniu 2019 roku z partnerską ukraińską Fundacją Eco-Miłosierdzie dzięki dofinansowaniu Polsko-Ukraińskiej Rady Wymiany Młodzieży z dotacji MEN. – Ale trochę o to nam chodziło, chcieliśmy zyskać zainteresowanie w sieci, a nazwa naszego przedsięwzięcia była dość prowokacyjna...

Nie taka mafia straszna

Oczywiście nie chodziło o naukę mafijnych metod. Ale o popularną wśród młodzieży i w Polsce, i na Ukrainie grę mafia. Uczestnicy siadają w kręgu i w kolejnych rundach starają się wytypować czarne charaktery, które bronią się jak mogą. - Niby zabawa, ale chętnie wykorzystywana przez młodych – wyjaśnia Ania z Ukrainy, uczestniczka przedsięwzięcia. – Na naszych dotychczasowych projektach międzynarodowych często graliśmy w nią do późnej nocy, świetnie się integrując.  

Młodzież z obydwu organizacji zna się od 4 lat i świetnie współpracuje. Na przykład 2 lata temu przygotowali kapitalny filmowy i papierowy przewodnik nadbużański, pokazujący, w jaki niesamowity sposób przenikają się na pograniczu wątki polskie i ukraińskie w kulturze, historii, religii i języku. Rok temu 12 wakacyjnych dni poświęcili na stworzenie animacji poklatkowej, czyli rysunkowego filmiku na temat wolności w kontekście trudnych relacji historycznych między Polską a Ukrainą, zwłaszcza w okresie odzyskiwania przez Rzeczpospolitą niepodległości oraz podczas Akcji „Wisła”. Uznali wtedy, że przede wszystkim trzeba myśleć o przyszłości i wspólnej kooperacji na rzecz lepszego świata. Oczywiście nie wolno zapomnieć o przeszłości, jednak nie powinna ona determinować myślenia współczesnych Polaków i Ukraińców.  

Tym razem wzięli na warsztat grę mafia. – Chcieliśmy zrobić coś, co stanie się narzędziem poszerzania wiedzy o Polsce i Ukrainie wśród młodzieży – tłumaczy 16-letnia Marysia, jedna z liderek pomysłu, do którego skutecznie przekonała swoich kolegów i koleżanki z Ave i Eco-Miłosierdzie. – W ubiegłym roku dużo rozmawialiśmy o podziałach między naszymi krajami: o gorszym traktowaniu Ukraińców, pracujących w Polsce, o braku perspektyw dla wielu młodych osób na Ukrainie, o milczeniu świata wobec wojny, która toczy się u naszych sąsiadów, o ciągłym przekładaniu niechlubnych wydarzeń historycznych na współczesne relacje… Dlatego postanowiliśmy zrobić coś, co autentycznie przybliży naszym rówieśnikom obydwa kraje – ich problemy, potencjał, kulturę i historię. I dzięki temu nie będą powielać bezmyślnie krzywdzących stereotypów.  

Tak powstał pomysł na spotkanie warsztatowe: uczenie tworzenia scenariuszy, poznawania naszych kultur i współczesności, a także naukę rysunku. To wszystko miało doprowadzić 40-osobową grupę młodzieży z Polski i Ukrainy do stworzenia edukacyjnej gry na wzór mafii.   

– I się udało! - podsumowuje Sofia -. Pomimo tego, że najpierw się pokłóciliśmy. Bo każdy miał w zasadzie swój pomysł na scenariusz i bardzo go bronił. W efekcie powstały 4 grupy, które stworzyły 4 gry – napisały scenariusze, wymyśliły i narysowały karty postaci, opracowały zasady rozgrywek, szereg dodatkowych elementów, jak karty rund, pytania…

Mafiosi w piekle

A pomysłów i materiału do gier szukali na… kajakach i rowerach! Każdego dnia wyruszali z XVIII-wiecznego Pałacu w Rybokartach na Pomorzu Zachodnim, gdzie stacjonowali na trasy rowerowe oraz szlak kajakowy Regi.

– Rowery i kajaki nie pojawiły się przypadkowo. To nasze pasje – wyjaśnia Paweł Savchuk, opiekun grupy ukraińskiej. – Eco-Miłosierdzie w Sosnówce prowadzi klub rowerowy, z kolei Ave organizuje od lat spływy kajakowe. Spotkanie jest okazją do wymiany naszych zainteresowań. Poza tym kajaki i rowery świetnie integrują. Jest mnóstwo sytuacji, w których konieczna jest współpraca, kooperacja i wtedy znikają wszelkie bariery: językowe, mentalne, kulturowe.

Okazji do kooperacji w tym roku nie brakowało. Zwłaszcza na zwałkowej Redze, należącej do najpiękniejszych, ale i najtrudniejszych szlaków kajakowych w Polsce. Na trasie – kaskady zwalonych drzew, dookoła dziki las. Nie masz wyjścia. Musisz przeciskać się pod drzewami, wysiadać z kajaka wprost do wody lub na kłodę, przeciągać łódkę przez gałęzie… - I czasem nie jesteś w stanie tego zrobić bez pomocy innych – dodaje Włodkowski. – Rega znakomicie nas wszystkich połączyła. Pokazała w praktyczny sposób, że dzięki współpracy można osiągnąć więcej.    

- Pokonywaliśmy 18-kilometrowe odcinki – precyzuje 16-letni Filip, uczestnik projektu - które są absolutnie dzikie. Kiedy już się podejmie decyzję o wypłynięciu na szlak, nie ma szans na zakończenie spływu wcześniej. Brakuje możliwości wyjścia z kajaka, dojazdu auta. Trzeba płynąć do celu i zmagać się z przeszkodami.

- Dlatego rano przed pierwszym odcinkiem spływu zapowiedziałem młodzieży, że „jedziemy do piekła”. Ciekawe, co by napisali internauci, gdyby się o tym dowiedzieli…  – śmieje się Włodkowski.

Zatrzaśnięte drzwi
To właśnie podczas wypraw rowerowych i kajakowych uczestnicy projektu odnaleźli historię o ukraińskiej ikonie, przywiezionej na Pomorze Zachodnie w 1947 roku wraz z ludźmi wysiedlonymi z okolic Lwowa. Dziś znajduje się w kościele w Kamieniu Pomorskim i podobnie jak dawniej na Ukrainie, i tu czyni cuda.

Ale spotkali też ponad 90-letnię staruszkę, mieszkającą w gotyckim, poniemieckim domu, która na wieść o tym, że w grupie rowerowej są Ukraińcy, zatrzasnęła się na cztery spusty. Okazało się, że została tutaj przesiedlona z Sanoka w czasie Akcji „Wisła” i wówczas tłumaczono jej, że wyjazd z rodzinnych stron jest konieczny, bo „przyjdą Ukraińcy i ją zabiją”. Od tamtego czasu najbardziej na świecie boi się… Ukraińców.     

- I ta historia najdobitniej pokazuje, jak ważne są takie spotkania międzynarodowe młodzieży, jakie organizuje Fundacja AVE – mówi Rafał Grzenia, pisarz, podróżnik, edukator, prowadzący warsztaty scenariuszowe. – A zwłaszcza cenne są „produkty projektowe”, które sprawiają, że prawdziwa wiedza o Polsce i Ukrainie dociera do szerokiej rzeszy odbiorców i pozytywnie „w nich pracuje”.

Kordon do zagrania
W tym roku efektem sierpniowego spotkania młodych z Warszawy i Sosnówki są cztery gry o tajemniczych nazwach: PLUA, AP-VIP i M2 i KORDON. Każda z nich mówi o Polsce i Ukrainie coś innego, ale także uczy. Na przykład języka, jak M2, w której trzeba korzystać ze specjalnie opracowanego słownika polsko-ukraińskiego. Lub opisuje trudną rzeczywistość i wyzwania polsko-ukraińskie, jak „Kordon”, czyli granica. Autorzy napisali we wstępie: „Granica polsko-ukraińska jest jak papierek lakmusowy, który pokazuje problemy pomiędzy naszymi oboma narodami. Można na niej spotkać przekrój obu społeczeństw – ludzi złych i ludzi dobrych, interesownych i prostych, specjalistów od przekraczania granic i takich, którzy nigdy tego nie robili, młodych i starych, zrelaksowanych turystów i ludzi, którzy jadą szukać pracy, nie wiedząc co przyniesie im kolejny dzień. Rozgrywają się tutaj osobiste dramaty i małe sukcesy, ale także boleśnie wybrzmiewają stereotypy dzielące oba narody oraz różnice między nimi związane z różną sytuacją ekonomiczną i polityczną”. Gracze spędzają jeden dzień na granicy, na której grasują przemytnicy, wspierani przez nieuczciwych celników. Przez to grupa młodzieży z Ukrainy może się spóźnić na festiwal taneczny w Polsce… Chcecie wiedzieć co było dalej?

Nic prostszego. Wystarczy, że pobierzecie z Internetu scenariusz, wydrukujecie karty i… zagrajcie. Zrobiło to już wielu uczniów z Warszawy i ukraińskiej Sosnówki. Byli zachwyceni. Mamy nadzieję, że i wy będziecie.